Gdy przeglądasz telefon rano, przed lustrem, jeszcze w szlafroku, z nieułożonymi włosami, pewnie trudno Ci poczuć się piękną. Zanim wypijesz pierwszą kawę, już widziałaś dziesięć idealnych kobiet. Ustawionych, wystylizowanych, rozświetlonych. To, co kiedyś było katalogiem mody, dziś jest stylem życia. A dokładniej, stylem wyglądania.
Nie trzeba być nastolatką, by czuć się niewystarczająco ładną. Ale to właśnie nastolatki i coraz młodsze dziewczynki najdotkliwiej przeżywają skutki nieosiągalnych ideałów. Badania wykazują, że już dzieci w wieku ośmiu do dziesięciu lat zaczynają porównywać swoje ciała do wyretuszowanych zdjęć. Wzrasta liczba zaburzeń odżywiania, problemów z obrazem ciała, uzależnień od mediów społecznościowych i presji samokontroli.
To nie jest już tylko pytanie, czy jestem ładna.
To pytanie: czy jestem wystarczająco gładka, wystarczająco młoda, wystarczająco podobna do tego, co się dziś podoba?
Kiedy piękno staje się zadaniem:
Współczesny ideał piękna przypomina algorytm. Twarz ma być symetryczna, cera bez przebarwień, usta pełne, nos smukły, talia wąska, biodra zaokrąglone, ale nie za bardzo. To nie jest ciało żyjące. To ciało podlegające nieustannej obróbce.
Paradoksalnie, nigdy wcześniej kobiety nie miały tylu możliwości dbania o siebie, a jednocześnie nigdy wcześniej nie czuły się tak zmęczone własnym odbiciem.
Ciało przestaje być czymś, w czym się mieszka. Zaczyna być projektem do poprawy. I niestety, im wcześniej dziewczynki uczą się, że ich wartość zależy od wyglądu, tym głębsze rany pozostają w ich poczuciu tożsamości.
Ale czy zawsze tak było? Piękno w sztuce, kobieta jako znak epoki:
Historia sztuki pokazuje, że kanon piękna to nie fakt biologiczny. To konstrukcja kulturowa.
W starożytnym Egipcie kobieta była piękna, gdy jej rysy przypominały geometrię boskości. Symetria, ciemne oczy, długie kończyny.
W Grecji najpiękniejsze były ciała harmonijne i zrównoważone, takie jak posągi Afrodyty. Idealnie proporcjonalne, ale nie wyzbyte cielesności.
W renesansie piękno wiązano z czystością, ale też z dostatkiem. Obfite biodra, jasna skóra, spokojne spojrzenie — to był symbol kobiecości idealnej.
W baroku Rubens gloryfikował ciała pełne, zaokrąglone, zmysłowe. Kobieta była znakiem życia i płodności.
W XIX wieku wiktoriańskie ideały krępowały ciało gorsetami, a jednocześnie gloryfikowały bladość, niemal chorobliwą delikatność jako symbol czystej kobiecości.
W XX wieku pojawił się kalejdoskop skrajności. Od chłopięcej figury lat dwudziestych, przez pin-up girls, aż po heroin chic lat dziewięćdziesiątych i późniejszy instagramowy model kobiecości, który przypomina hybrydę. Usta Angeliny Jolie, talia Kim Kardashian, skóra jak po filtrze.
Kiedy nie pasujesz do obrazu:
Może problem nie polega na tym, że jesteś brzydka. Może po prostu nie pasujesz do obrazu, który aktualnie obowiązuje. Może Twoje ciało przypomina barok, a żyjesz w epoce cyfrowego modernizmu.
Może Twoja twarz opowiada inną historię. Historię, w której była złość, ból, opieka nad innymi, uśmiech, który nie zawsze wychodził na zdjęciu.
Może masz biodra jak kobiety z fresków Botticellego albo spojrzenie jak z japońskiego drzeworytu. Może jesteś piękna w języku, którego już nikt nie czyta.
Ale to nie znaczy, że masz przestać mówić.
Psychologiczny koszt piękna:
Psychoterapeuci coraz częściej pracują z kobietami, które nie umieją już patrzeć na siebie z czułością.
Lustro staje się wrogiem., zdjęcie bez filtra staje się zagrożeniem.
Natomiast dotyk sprawdzaniem, czy coś się nie rozlało, nie zwiotczało, nie wysunęło z kadrów normy.
Terapia bardzo często zaczyna się od zadania pytania: kiedy przestałaś lubić swoje ciało?
A zaraz potem: kto Cię nauczył, że musisz je lubić tylko wtedy, gdy jest idealne?
Ciało to nie projekt. To dom.
To dom, w którym są pokoje radości i łazienka ze łzami.
To dom, który się starzeje, mięknie, czasem pęka. Ale nadal jest Twój.
Czułość jako akt oporu:
Może najodważniejszym gestem dziś nie jest kolejna korekta. Może największą rewolucją jest powiedzenie: jestem wystarczająca taka, jaka jestem.
To nie znaczy, że nie możesz się malować, farbować włosów, ćwiczyć, dbać o siebie.
To znaczy, że robisz to dla siebie, nie przeciwko sobie.
Czułość to nie słabość. To sposób, w jaki możesz odzyskać siebie.
Bo może najpiękniejsze kobiety to nie te, które pasują do czasów.
Ale te, które uczą się je przekraczać.
Dla tych, które chcą więcej:
Jeśli ten temat porusza Cię głębiej, polecam kilka książek, które pomogą Ci spojrzeć na piękno nie przez pryzmat reklamy, lecz historii, psychologii i kobiecego doświadczenia:
• Naomi Wolf, The Beauty Myth
• Susie Orbach, Bodies
• Mona Chollet, Wiedźmy. Niezwyciężona siła kobiet
• Camille Paglia, Sexual Personae
• Marta Dzido, Ślad po mamie
• Bell Hooks, Ain’t I a Woman?
• Joanna Bator, Purezento
Dodaj komentarz